Radosław Sikorski przybył do Berlina i w obecności niemieckiego establishmentu decydującego o polityce zagranicznej poprosił, wręcz zażądał, by Niemcy odegrały pierwszoplanową rolę w rozwiązaniu europejskiego kryzysu. Zanalizował jego elementy i doszedł do ostrej konkluzji, że tworzy on tylko dwa możliwe scenariusze dla UE: głębsza integracja albo rozpad.
Sikorski zaoferował Niemcom niezachwiane wsparcie Polski. Aby nie wydawało się, że mówi powrocie do ładu światowego dyktowanego przez sojusze państw narodowych, zaproponował wzmocnienie instytucji europejskich, deklarując polską gotowość dalszego poświęcenia części suwerenności, jeśli to doprowadzi do wzmocnienia Europy. Mieliśmy oto do czynienia z mężem stanu, który obala szereg mitów:
1. że kryzys jest wynikiem przedwczesnego rozszerzenia UE. Sikorski podkreślił wkład gospodarczy nowych krajów członkowskich a zwłaszcza wyniki Polski, której dyscyplina budżetowa przewyższa nawet niemiecką.
2. że strefa euro może dalej rozwiązywać swoje problemy drogą dłubaniny. Według niego zbyt późne i zbyt ograniczone reformy ustroju doprowadzą do rozpadu Unii, na wzór tego, co spotkało federację Polski i Litwy w 1795 r.
3. że kraje “nowej Europy” nie dorównują “starej Europie” w swoim zaangażowaniu na rzecz ściślejszej unii, bo są przywiązane do świeżo odzyskanej suwerenności.
Oto polityk gotów dawać swiadectwo prawdzie, opisać chaos, jaki wyniknąłby wskutek rozpadu euro, uświadomić Zachodowi, że państwa opiekuńcze muszą się teraz zmierzyć z oszczędnościami, pokazać własnym wyborcom swoje zaufanie do kraju, który najechał jego kraj w 1939 r. Dla Sikorskiego skończył się czas na uniki: tylko odwaga, by zrobić właściwe rzeczy, choćby najtrudniejsze, może ocalić Europę przed upadkiem w przepaść.
(…)
To było przemówienie polityka, który zna swoją historię, nie chce powtarzać jej błędów i ma dość siły i jasności umysłu, by sformułować przekonujące przesłanie nadziej na przyszłość. Jej podstawą musi być wzajemne zaufanie między krajami Europy, na razie podkopane przez kryzys. Sikorski dał pokaz autorytetu, siły osobowości i charyzmy. Być może UE znalazła swego nowego prezydenta.
John Richardson jest stałym ekspertem biura GMF w Brukseli
Tłum. Paweł Bravo



