Spośród wielu opracowań związanych z nowymi wytycznymi strategii obronnej USA dyrektor warszawskiego biura GMF Andrew A. Michta poleca szczególnej uwadze poniższy artykuł Seana Kaya, opublikowany w serwisie dwumiesięczika Foreign Policy
W ogłoszonych w ub. tygodniu przez amerykański Departament Obrony nowych wytycznych ws. obronności znalazło się jedno zdanie, które narzuca debacie na temat bezpieczeństwa Europy po zimnej wojnie nowy paradygmat: “w obliczu ewolucji kontekstu strategicznego musi ulec zmianie także nasza obecność w Europie”. Jeśli prezydent Obama i jego sekretarz obrony Leon Panetta oraz szefowie sztabów będą działali zgodnie z podstawowymi założeniami, to można atycypować dramatyczne a przy tym jakże słuszne zmiany w roli, jaką Ameryka pełni w Nato.
Trzy kluczowe elementy nowej strategii sprawiają, że trudno będzie uniknąć znacznego przetasowania w łonie Nato. Po pierwsze, zostało jasno stwierdzone, że dla planowania w dziedzinie bezpieczeństwa USA priorytetem jest Azja. Po drugie nadchodzi znaczne ograniczenie liczebności oddziałów (stan osobowy US Army może skurczyć się z 570 tys. do 490 tys.). Te cięcia gdzieś muszą nastąpić i Europa jest oczywistym miejscem na dobry początek. Po trzecie, dokument stwierdza: “tam gdzie to możliwe, będziemy rozwijać innowacyjne, tanie i ograniczone w zasięgu metody osiągania naszych celów w dziedzinie bezpieczeństwa, bazując na ćwiczeniach, rotacyjnej obecności i działaniach doradczych”. Jeśli istnieje jakiś rejon, gdzie Ameryka może od zaraz zastosować takie podejście, to jest nim Europa.
Ameryka nie “porzuci” swoich sojuszników z Nato. Chodzi raczej o stworzenie nowych motywacji dla europejskich członków sojuszu, by wzięli zasadniczą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Wytyczne, utrzymując w mocy zobowiązania wynikające z artykułu piątego Traktatu waszyngtońskiego, stwierdzają: “W erze ograniczonych sił i środków będziemy współpracować z sojusznikami z Nato w celu wypracowania metody w duchu ‘inteligentnej obrony’ w odniesieniu do łączenia, współdzielenia i specjalizacji zdolności obronnych, zgodnie z wymogami XXI wieku”.
Jeśli Europa ma zostać skutecznie zachęcona do wzięcia na siebie nowej odpowiedzialności, to Nato wymaga radykalnie nowego rodzaju amerykańskiego przywództwa. Od paru pokoleń politycy amerykańscy żądali od Europy większego udziału w podziale zadań i większych pieniędzy na obronę – bez skutku. George Kennan ostrzegał w 1948 r. w memeoriale pisanym dla negocjatorów tworzących Nato: “Zamiast stopniowego pozbycia się odpowiedzialności za zapewnienie podstawowego bezpieczeństwa Europie Zachodniej, otrzymamy prawne utrwalenie tej odpowiedzialności. W dłuższej perspektywie taka legalistyczna struktura musi rozpaść się pod naporem rzeczywistości: podział Europy nie może trwać wiecznie a polityczna wola narodu amerykańskiego nie wystarczy, byśmy byli w stanie wspierać bez końca zachodnią część kontynentu jako naszą militarną przystawkę”. Dziś, kiedy strefę euro ogarnął rozległy kryzys, oczekiwanie, że Europa da z siebie więcej byłoby iluzją.
Co można więc uczynić, by dostosować kierunek decyzji politycznych do tego, co nowe wytyczne zwą “strategiczną okazją do przewartościowania amerykańskich inwestycji militarnych w Europiue”?
Po pierwsze: ogłosić zwycięstwo. Europa doświadcza bezprecedensowego okresu długiego pokoju. Jeśli kiedyś jest czas na skorzystanie z tego klimatu, to właśnie teraz. Ryzyko renacjonalizacji obrony jest bliskie zera a potencjalne zagrożenia konwencjonalne daleko za horyzontem. Tymczasem programy uzdrawiania budżetów zachęcają Europę do szukania oszczędności w wydatkach na wojsko poprzez głębszą integrację – co rozpoczęły już w 2010 r. Francja i Wlk. Brytania. Dylematy bezpieczeństwa europejskiego, które wymagały istotnej obecności wojskowej Ameryki, zostały dawno rozwiązane. Niedawnym tego przykładem są słowa polskiego ministra spraw zagranicznych: “Jestem prawdopodobnie pierwszym polskim ministrem spraw zagranicznych w historii, który to powie: mniej się boję potęgi Niemiec niż ich bezczynności“.
Po drugie, USA mogą, uznając tę jedyną w swoim rodzaju przychylną sytuację, poprowadzić Nato ku stworzeniu nowej struktury, w której europejscy sojusznicy będą zdecydowanie na pierwszym miejscu. Możnaby to osiągnąć przez:
1. jasne stwierdzenie przez prezydenta Obamę, że przez następne 2-3 lata Ameryka pomoże sojusznikom osiągnąć taki stopień integracji sił i środków, by mogli jednocześnie prowadzić wojnę w rodzaju libijskiej i operację pokojową taką jak na Bałkanach – bez udziału Stanów Zjednoczonych. Europa musi wziąć na siebie główną odpowiedzialniość za zapewnienie bezpieczeństwa na swoim obszarze i w okolicach.
2. Jasne stwierdzenie, że rola Ameryki w Nato będzie ograniczona do sytuacji przewidzianych przez artykuł 5, czyli wspólnej obrony. (…) W wymiarze operacyjnym oznacza to ograniczenie roli Ameryki w Europie do obrony przeciwrakietowej i utrzymania struktur łącznikowych do wymiany informacji wywiadowczych, wspólnego planowania, prowadzenia ćwiczeń i zapewnienia wspólnego dostępu do baz.
3. Znaczne zmniejszenie – jako logiczna konsekwencja powyższych punktów – obecności żołnierzy amerykańskich w Europie: z kilkudziesięciu tysięcy do kilku tysięcy a nawet kilkuset. Niektóre oddziały stacjonujące w USA pełniłyby rolę rezerw dostępnych w razie nadzwyczajnych sytuacji w Europie.
4. Zamknięcie albo przekazanie sojusznikom głównych amerykańskich baz. Na dobry, symboliczny początek można przenieś EUCOM (Dowództwo Europejskie) z Niemiec do USA i nadać mu podobną strukturę dowodzenia, jaką ma CENTCOM (Centralne dowództwo sił zbrojnych USA).
5. Ogłoszenie dokładnego terminarza tych przesunięć na następne 2-3 lata. Wynikłe z nich bezpośrednie koszty należy pokryć wspólnie z funduszu infrastrukturalnego Nato, bowiem doprowadzą one w dłuższej perspektywie do oszczędności. Powinno się też poddać przeglądowi międzynarodowy personel Nato i określić, jakie dziedziny będą lepiej zarządzane przez Unię Europejską i które stanowiska piastowane przez Amerykanów można zatem oddać Europejczykom (w tym SACEUR czyli Naczelnego DowódcyPołączonych Sił Zbrojnych w Europie).
Przemiany na tak wielką skalę spotkają się z niewiarygodnym oporem biurokracji. Rzecz bowiem sprowadza się do tego, żeby Ameryka zaczęła być mądrym mocarstwem i przestała zazdrośnie strzec dla siebie prymatu w kwestiach europejskiego bezpieczeństwa. Pierwszy argument, głoszący że Europa jest nam potrzebna jako punkt tranzytowy do innych teatrów wojennych, nie jest już tak mocny jak dawniej. Nawet podczas wojny irackiej w 2003 r. dla większości amerykańskich oddziałów punktem tranzytowym było lotnisko Shannon w Irlandii, czyli kraju neutralnym. Tam, gdzie będzie to konieczne, dwustronne umowy o partnerstwie strategicznym mogą wzmocnić poczucie bezpieczeństwa takich krajów jak Turcja, a odbywane co jakiś czas wspólne ćwiczenia mogą utwierdzić nowych sojuszników takich jak Polska i państwa bałtyckie. Inne argumenty są emocjonalnej natury, bazują na historycznych analogiach z II wojną i zimną wojną a nie na realistycznej ocenie bieżącej sytuacji. Przecież Nato to środek do pewnego celu a nie cel sam w sobie a USA właśnie stwierdzają “nasza obecność w Europie musi ulec zmianie”.
Jeśli Stany Zjednoczone nie mogą dziś osłabić swego zaangażowania w Europie, to gdzieżby indziej? Mamy jedyny w swoim rodzaju moment, kiedy można poddać próbie założenia co do roli siły i instytucji międzynarodowych w polityce światowej. Czy spełni się realistyczny scenariusz przebudzenia nacjonalizmów i anarchii w duchu “Powrotu do przyszłości”? A może jednak instytucjonalne normy i zasady, które przenikają organizm europejski zdołają podtrzymać pokój? Mamy okazję sprawdzić to w dogodnym środowisku. Ale sukces wymagać będzie radykalnego przemyślenia na nowo sposobu, w jaki Ameryka kieruje Nato. Zarówno Ameryce, jak i Europie opłaci się osiągnięcie najlepszego z możliwych wyników. Będzie nim skuteczniejsza współpraca obronna europejskich sojuszników, która stanie się dopełnieniem potęgi Ameryki i doprowadzi do oszczędności po obu stronach Atlantyku.
Sean Kay
Autor jest politologiem, profesorem w centrum badań nad bezpieczeństwem międzynarodowym im. Mershona przy uniwersytecie stanu Ohio. Jest autorem wielu publikacji na temat Nato i bezpieczeństwa, ostatnio opublikował książkę Global Security in the Twenty-first Century: The Quest for Power and the Search for Peace (“Globalne bezpieczeństwo w XXI wieku: pęd do władzy i poszukiwanie pokoju”)
http://walt.foreignpolicy.com/posts/2012/01/11/a_new_kind_of_nato



